Czerwone światełko.
Może i jestem normalny inaczej, ale na pewne sprawy reaguję klasycznie, testosteronowo. Zauważyłem, że od kilkunastu dni pada słowo ciąża w rozmowach z Jolą. Ciąża by zmieniła to, ciąża by była taka, gdyby była ciąża to, czas na ciążę, ciężarną widziałam, ciąża jest taka. Za każdym razem czuję się tak jak rozpędzony dojeżdżam do świateł i muszę zatrzymać się tuż przed bo zapala się czerwone światło. Niby kusi żeby przemknąć bo zdążę, ale się zatrzymuję. Podobnie tutaj. Czasem aż kusi mnie powiedzieć łoki dołki, zrobimy se, ale hamuję (emocjonalnie) i poważnieję. Wiem że Jola nie jest Lidką, nie odstawi tabletek bez mojej wiedzy, nie będzie mnie oszukiwać. Jednak to wspominanie o ciąży jest, z jednej strony miłe, a z drugiej przyprawia o dreszcze. Że jak że tak szybko, że już? Nie no żaden to argument że uwielbiam dzieciaki, że chciałbym. Zmusza jednak do myślenia. Nie chcę być przypierany do muru, nie chcę też rozczarowywać Joli. Oczywiście rozmowa, rozmowa, rozmowa. Tylko ona z czasem przeradza się w kłótnie. Moje bycie razem to miesiąc jej to znanie się rok. Moje ojcowanie to cudzym dzieciakom z doskoku, a dla niej to że cudze bym chciał ale nie swoje. Pewnie że to nie są wielkie awantury, tylko że boję się. Dobra przyznaję się boję się. Za szybko to wszystko. Ja dalej robię co mogę żeby nie mieszkać razem, a tu takie rzeczy (źle ująłem dziecko ale niech już zostanie). A za rok będzie ślub, a za dwa będę ujebany jak każdy facet w moim wieku. Wózek, żona i zero życia. Bleeeeee.
Z cyklu fenomeny GG pojawia się dostępny bliski mi znajomy z Niemiec a tu się okazuję że to już jakaś Gosia co ma 12 lat. Zajeboza. Nie ma to jak zacząć rozmowę z 12 latką od pytania czy dalej jebie Niemry czy już spuszcza się w krajowe ciało. Swoją drogą, od dłuższego czasu rozmowy telefoniczne sprowadzają się do kwestii rozmowy długiej rozmowy na GG, gdzie albo on albo ja potem wysyła esa że się rozminęliśmy, ale chyba umknął mu temat zmiany numeru.
No cóż właśnie stałem się dla kogoś pedofilem. W sumie jak bym się postarał to mógłbym mieć taką córkę tylko że ja tak wcześnie nie zaczynałem tego sportu jak to teraz bywa.
(„Spotykam ludzi, szukam mądrych słów nie mówiąc nic czego nie wiem dawno już. Na tyle ile mogę zmienię się, zaufaj proszę, jestem tym czego chcesz…” – K. Kowalska „Daj wierzyć”)

|| pixelized ||
masz nieco błędne pojęcie na ten temat.
powiem, jak to widzę ja jako matka i jako kobieta:
przez kilka lat, co roku w miesiącu maju moje oczęta były skazana na widoki brzuszków ciążowych. wysyp, jak grzyby po deszczu i cholera mnie brała, bo miałam zaledwie naście lat, a tu taki psikus mi ciążówki robiły - no dobra, mniejsza z tym.
większość kobiet tak ma, że zaczynają się zachwycać brzuszkami ciążowymi innych kobiet, zaglądają do wózków, patrzą w sklepach na malutkie ubranka... jest taki okres czasu, gdy jest to naprawdę wzmożone i jak słusznie zauważyłeś - dla facetów jest to tak frapujące, jak nigdy.
jeśli chodzi o sam strach - zawsze będziesz się bał, choćby nawet minimalnie - dziecko, to zbyt poważna sprawa, by się nie bać ^^
jeśli tego strachu nie zaakceptujesz, będzie to cię nękało :P
widzisz, z dzieckiem cudzym to inna bajka - własne, to już obowiązki i podporządkowanie. jednak da się to pogodzić z "normalnym" życiem :)
swoją drogą strach strasznie wpływa na decyzję faceta - nie teraz.
a kiedy?
nigdy nie ma dobrego czasu - tyle powiem.
ja musiałam się starać o dziecko. mając zaledwie 24 lata z dużym prawdopodobieństwem, że być może nigdy nie będę go mogła mieć z "lekkiej" z pozoru choroby kobiecej.
nigdy nic nie wiadomo - może się okaże, że kiedyś oboje dojrzejecie do decyzji i wprowadzicie ją w czyn...
jak na razie poobserwuj i poczytaj trochę na te tematy :)
|| brak www || data: 14/07/2009 23:32:08
ckk250.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.31.86.250