Jestem facetem, ale czuję.
Jestem tylko facetem i reaguję na pewne rzeczy instynktownie. Moje zwykłe życie, tak nieważne dla wszystkich, dla mnie jest od niedawna zbyt proste chyba.
Dzisiaj poszedłem do magistratu pod koniec pracy Gosiaka i kiedy poprosiłem jej koleżankę z pokoju, że chcę rozmawiać tylko z panią Małgorzatą (mimo, że starała mi się pomóc), po czym bezczelnie powiedziałem, że porywam ją na obiad i mimo protestów wyniosłem to chuchro na rękach do samochodu i zawiozłem do domu, gdzie wszystko było gotowe.
Chciałem się zrewanżować za wyrozumiałość związaną z wizytą 4 i nadrobić zaległości (no cóż jestem tylko facetem).
Wszystko było doskonale, póki nie zapadła ta martwa cisza po jej kolejnym wyznaniu. Kurcze, jestem tylko facetem, ale mimo wszystko obiecałem jej że nie będzie kłamstw, zdrad i oszustwa, ale też nie miało być parcia. Ten zawód w oczach zabolał mnie, ukuł do żywego. Poczułem się źle, bardzo źle. Czuję… kurcze to nie miłość, ale jest zajebiście, jest wspaniale. Być może ma i rację, kiedy dowaliła mi do pieca, że ja już zapomniałem jak to jest kochać (zabolało bardzo), ale na pewno nie miała racji, mówiąc że kocham trupa, po czym zerwała mi łańcuszek z szyi. Wiedziałem że ją uderzę, tak dobrze jak i ona jeśli jeszcze powie jedno zdanie na temat Róży za dużo i zamilkła.
Gosia jest naprawdę ideałem niejednego faceta (zwłaszcza odkąd ją coś oświeciło po wizycie w Wawie) i wróciła odmieniona. Tylko inny facet jest w stanie zrozumieć co znaczy kiedy kobieta, umie zapracować na siebie i jest niezależna finansowo. Mimo wszystko umie się zająć domem i nim samym. Potrafi w fartuszku uganiać się po kuchni, ale też wyskoczyć z pomysłem wypadu do kina ot tak, albo przelecieć faceta w łazience kiedy się kąpie, po czym zaproponować spacerek z psem przed kolacją. Odstąpić swoje mieszkanie swojemu facetowi i znajomym którzy przyjeżdżają do niego i jeszcze upiec z tej okazji pyszny sernik.
Jednak wszystko ma granice i zakładanie, że skoro nie płaczę i na ogół bywam wesoły, oznacza, ze nie da się mnie zranić, bo przecież jestem facetem, jest zgoła błędne. Jestem facetem, ale czuję i mnie też można zranić na wiele sposobów. Czasem kobiety zapominają, że my też jesteśmy tylko ludźmi i czujemy.
Parcie na mnie, to za co byłem wdzięczny Gosiakowi (a raczej za jego brak), stało się teraz problemem. Przecież jestem z Nią i nie chcę z kimś innym i nawet (naprawdę Drogi Pamiętniku!) nie chce być sam, tylko czemu naciska. Czemu się czepia Róży? Czemu dopierdala mi w najbardziej bolący punkt, kiedy nie po to się przed Nią otworzyłem, żeby teraz to używała jako broni w wojnie słów, kiedy słowa potrafią ranić bardziej niż czyny.
Czemu na odchodne usłyszałem, że nie będzie walczyć z kimś z kim nie wygra bo istnieje w mojej głowie tylko, kiedy to zabrzmiało tak jakby moja przeszłość była wymyślonym obrazkiem w głowie dziecka i się nie wydarzyła?
A po wszystkim… zadzwoniła zapłakana, że przeprasza i żebym się nie gniewał i nie zostawiał jej (gdzie nie mam zamiaru, bo jest naprawdę wspaniałą kobietą i zależy mi na niej jak na nikim od tak dawna) i żebym nie brał do siebie tego co mówiła (żeby tak się dało) i że mnie kocha (no kurwa jak się tak zastanowić to ja chyba też, tylko potrzebuję czasu!!!) i reszta już było bredniami o tym, jak może być pięknie między nami, więc nie koniecznie brałem do siebie.
PS. Do dzisiejszego wieczoru nie myślałem o Róży od wizyty w Portugalii, bo mi było po prostu z Gosiakiem zajebiście, póki wszystkiego nie poplątała, a teraz… myśli niepokorne podążają swoimi ścieżkami, a ja tak bardzo chciałbym się upić, ale obiecałem Gosi, że koniec z zalewaniem pały bez okazji.
(W zasadzie powinien być cały tekst bo pasuje idealnie ale wybrałem ten fragment: „I am what I want you to want, what I want you to feel, But it's like no matter what I do, I can't convince you, to just believe this is real...” – LP “Faint”)

|| S. ||
Witaj,w zupełności zgadzam się komentarzem J.
|| brak www || data: 25/12/2008 00:27:33
public54592.xdsl.centertel.pl || IP: 79.163.213.64
|| juleczeczka ||
Moim prywatnym zdaniem NIKT z o9sób którym na tobie zależy nie powinien odnosić się w taki sposób o kimś kto dla ciebie tyle znaczył, kto był dla ciebie wszystkim. Gosi jest ciężko zaakceptować fakt że kiedyś potrafiłeś kogoś pokochać tak po prostu a teraz pomiomo jej usilnych starań nie jesteś tego pewien, jednakże nie usprawiedliwia jej to w takich sytuacjach. To była TWOJA Róża i Gosia jeśli na prawdę cię kocha powinna szanować ją jako część twojej przeszłości. Z drugiej strony skoro jest cie tak zajebiście to może byś się w końcu zapytał sam siebie co to w ogóle jest: miłość, zauroczenia?... Bo Gosia wiecznie czekać nie będzie na słowa dające ciepło, poczucie bezpieczeństwa oraz otuchę. I nie wiń jej że jest niecierpliwa. Ona po prostu nie rozumie że ona już wie że cię kocha a ty nie jesteś tego pewien.